Rybak islandzki, Pierre Loti

2

Było ich pięciu, mieli potężne bary, pili oparci łokciami o stół, w ciemnym pomieszczeniu pachnącym soloną rybą i morzem.

W ten oto sposób Julien Viaud znany jako Pierre Loti rozpoczął opowieść, w której liryzm i surowe krajobrazy Bretanii przenoszą nas w świat pełen fal obijających się o skały i tęgich żeglarzy kołyszących się w swoich zwilgotniałych łodziach. Rybak islandzki to książka zapomniana, której zakurzone, szczątkowe egzemplarze leżą cicho na półkach bibliotek i tylko raz na jakiś czas czyjaś ręka pochwyci mały, kieszonkowy wolumin, by nacieszyć serce.

Dla Bretończyków nadejście wiosny to sygnał: oto zbliża się pora łowów, wielkie statki przygotowują się do odejścia w morze, a mężczyźni porzucają ciepłe tawerny i słodkie kobiety, by znów wyruszyć ku wodom Islandii, ku głębinom bogatym w łów. Wśród nich jest Jan Gaos z Pors-Even, były artylerzysta, wielki, silny chłopiec o szerokich plecach i „mięśniach ramion przypominających dwa krągłe bochenki”. Wbrew pozorom nie jest to ktoś, kogo z grubsza ciosany charakter nie pozwala na czułe myśli – Jan ma bardzo dobre serce, z tą jedną różnicą, że opanowała je dzikość i pragnienie zaślubin z nieprzejednaną tonią, która stała mu się najbliższa spośród wszystkich kobiet. Los jednak chce, że ów wielki jak niedźwiedź mężczyzna przykuwa uwagę pewnej zamożnej mieszczanki z Paimpol – panny Gaud. Któż by się domyślił, że ta wątła dziewczyna o szlachetnym wyrazie twarzy kładzie się wśród muślinowych firanek swego łóżka z myślą o surowej, poważnej twarzy młodzieńca, który w pocie czoła zarzuca sieci gdzieś, hen, gdzie noc przeplata się z dniem jasną poświatą słonego powietrza.

Mijają smutne, letnie dni, wrzosowiska wyciągają się ku słońcu, a wieczory podszywają się chłodem. Kobiety wietrzą domy, wynoszą na słońce odświętne ubrania, zamiatają izby. Wdowy popłakują w kapliczce upamiętniającej tych, którzy zginęli na morzu, młode panny wyczekują swych ukochanych, którzy na początku wiosny obiecali im zaślubiny, a stare matki i ojcowie niecierpliwie wypatrują na horyzoncie ciemnych kształtów. Nadchodzi czas powrotów, czas, kiedy już wiadomo, kto pojawi się w domu, a kto na zawsze zostanie połączony z ciemną, pieniącą się tonią. Wśród tych, którzy wyczekują jest też Gaud. Kto wie, czy kolejnym statkiem, który nadpłynie nie będzie Marie wioząca na swoim pokładzie najlepszych spośród żeglarzy, a wśród nich… Jana.

Rybak islandzki urzeka. Pierre Loti – człowiek, który pływał na okrętach wojennych po wszystkich morzach świata – opisuje każdą wyprawę rybaków z taką szczegółowością, że nie jeden raz przed oczyma pojawia się niezmącony, rześki krajobraz wysłanych krzewami janowca wybrzeży albo zimna, srebrna głębina nieczułych wód. Loti z niebywałą wrażliwością wydobywa z krajobrazów każdy szczegół, a postacie wychodzące spod jego pióra zdają się żywe i nieokiełznane. Wszystko to sprawia wrażenie na tyle figuratywne, że nawet cisza na morzu zdaje się niepokojąca, smutna, jakby czekała na odpowiedni moment…

Rybak islandzki (1976)
kategoria: klasyka
tłum.: Maria Boduszyńska-Borowikowa
wydawnictwo: Morskie
liczba stron: 220
ocena: 10/10

 Katarzyna Anita Piotrowska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s