Kanada pachnąca żywicą, Arkady Fiedler

Kanada-pachnaca-zywica_Arkady-Fiedler,images_big,31,978-83-7380-765-5

„My należymy do lasu i do drzew, a wy, biali, do kamiennych miast“.

Niekiedy mogłoby się wydawać, że opowieści z podróży to zapiski nużące. Kilometry wypełnione uderzeniami wioseł o wodę, dziewicze puszcze pozbawione ludzkich śladów i liczne historyczne anegdoty nie wydają się być tym, co zatrzyma na dłużej wybrednego czytelnika. Jednak sprawozdania Fiedlera stanowią intrygujący wyjątek, są niczym drzwi do całkiem nowego świata, w którym rządzą odmienne prawa. W przypadku Kanady pachnącej żywicą – prym wiedzie przyroda.

Podróż globtrotera zaczyna się w Gdyni, skąd wypływa na północny zachód do Morza Północnego, a potem dalej na zachód – przez Atlantyk do Kanady. Tam spotyka znajomego Polaka, Stanisława, który zamieszkuje chatę nad rzeczką St. Denis. Od tej pory Stanisław staje się wiernym towarzyszem Fiedlera i razem wyruszają w głąb puszczy – do serdecznych Indian, do beztroskich bobrów, do magicznych niedźwiedzi.

„Niedźwiedź pozostał, jak ongiś, mistycznym panem tych stron. Im dalej na północ, tym silniej odczuwało się jego tajemniczy wpływ“.

Podróż Polaka pełna jest podań i refleksji na temat życia, ludzi oraz natury. Swoje miejsce w książce mają postaci, jakie znacząco wpłynęły na rozwój Kanady oraz te, które w dostrzegalny sposób nawoływały do wrażliwości względem zwierząt, jak choćby Grey Owl, który do dziś znany jest jako obrońca bobrów. Żadne historie zasłyszane wśród Indian i pobratymców nie uszły uwadze pisarza, a wiele z nich okraszono fotografiami. Zdaje się, że Fiedler umiał znaleźć wspólny język z niemal każdym człowiekiem napotkanym na swej drodze, co sprawiło, że powieść stanowi interesujące źródło wiedzy na temat kanadyjskich realiów XX wieku.

„(…) magiczny wpływ ogniska. Płomienie sycząc buchały w górę, gdzieś niecierpliwie pędziły. Potok ich ciepła czerwieni porywał również myśli na dalekie wędrówki, łatwo budził wspomnienia o ludziach. Zatarte odległością kształty nabierały wyraźnych cech, dokładniej widziało się człowieka. Już toczyła się o nim opowieść. Stanisław dorzucał gałęzi do ognia. Opowieść o człowieku stawała się potrzebnym uzupełnieniem tej przyrody, koniecznością obozowiska“.

Mimo że od pierwszego wydania Kanady pachnącej żywicą upłynęło kilka dekad, książka nadal przyciąga czytelników, oczarowuje i odkrywa niezwykłość dzikich ostępów. Na uznanie zasługuje szeroka wiedza pisarza, dotycząca zarówno przyrody tamtejszych terenów, jak i zmian następujących w Północnej Ameryce podczas kolonizacji. Momentami można odnieść jednak wrażenie, że Fiedler przesycony jest jakąś hipokryzją, która z jednej strony każe mu myśleć o zwierzętach jako o duchowych istotach z indiańskich opowieści, z drugiej zaś popycha go do mordowania nawet wbrew myśliwskim zasadom – zabija niedźwiedzicę w obecności dwójki młodych. Być może to po prostu rozbudzona, ludzka pycha, która i podczas słynnej gorączki złota niejednego uczyniła bogatym, lecz tak wielu pogrzebała w złudnym triumfalizmie?

Kanada pachnąca żywicą (2009)
kategoria: literatura podróżnicza
wydawnictwo: Bernardinum
liczba stron: 328
ocena: 6/10

Katarzyna Anita Piotrowska

Reklamy