Idź i czekaj mrozów, Marta Krajewska

13211074_1778496165715261_1923135053_o

,,Venda wiedziała, co mieszka w mroku. Od dziecka opatrywała opiekuna, wracającego bogowie wiedzą skąd, pociętego szponami, poszarpanego kłami, zmęczonego nad siły i milczącego jak głaz. Początkowo napawało ją to strachem. Wieczorami za drzewami zwidywali jej się leszy i mamuny. Ale potem dorosła i przywykła. Nie przestała bać się potworów, ale jak każde dziecko łowiła chętnie opowieści starych ludzi o strzygoniach, południcach, widach i wampirach, a choć potem trzęsła się ze strachu, takie historie przyciągały jak kromka chleba z miodem”.

Życie pod skrzydłami zielarza nie jest łatwe. Odosobniony i skazany na walkę z wszelkimi potwornościami mędrzec to małomówny towarzysz i surowy nauczyciel. Zmory, strzygonie i chmurniki to zaledwie garstka sił, z jakimi opiekun wioski musi się mierzyć. Dlatego gdy zielarz od kilku dni nie pojawia się w chacie, Venda – wychowanka protektora – nabiera pewności, że wydarzyło się coś złego. Mieszkańcy narażonej na ataki krwiożerczych bestii Wilczej Doliny nastawiają się na najgorsze. Boją się, że zielarz powróci. A wtedy nie będzie już tym samym człowiekiem.

,,Wyszła z chaty i żwawo ruszyła ku wiosce. Bezszelestny cień oderwał się od linii lasu i podążył za nią, niezauważony”.

Przeobrażony w monstrum zielarz powraca i zostaje pokonany, jednak Wilcza Dolina potrzebuje nowego opiekuna. Ludność pragnie, by to Venda została przewodnikiem i obrońcą uciśnionej przez magiczne twory wspólnoty, lecz dziewczyna nie chce poddać się woli tłumu. Broniąc swej niezależności, nie opuszcza własnej chaty. W tym samym czasie w wiosce pojawia się Stella, żona karczmarza, która lata wcześniej opuściła rodzinne strony. Skrywając przed mieszkańcami swoje nadprzyrodzone umiejętności, próbuje odnaleźć zaginionego syna. To jednak nie jedyny przybysz, który kieruje swe kroki ku Wilczej Dolinie. Na krańcach wioski pojawia się bowiem ostatni z Wilkarów – DaWern – stwór, który w Vendzie widzi klucz do realizacji własnych, mrocznych planów…

,,Niech więc się stanie – oznajmił uroczyście. Idź w swoją stronę i czekaj mrozów. Ja zaś będę cię obserwował. Rok twojego życia należy do mnie”.

Debiut Marty Krajewskiej to naprawdę dobrze skonstruowana fabularnie książka. Wątki powieści przeplatają się, tworząc skomplikowaną zagadkę, która krok po kroku ukazuje znakomicie przemyślaną całość. Słowiańskie odniesienia zasługują na szczególną uwagę, ponieważ są dowodem na to, że pisarka uważnie zgłębiła zwyczaje i kulturę naszych przodków, co z pewnością będzie nie lada gratką dla każdego miłośnika etnicznych wierzeń. Książka Idź i czekaj mrozów ma jednak jedną zasadniczą wadę – dialogi. O ile klimat powieści fascynuje i zaprasza w leśne ostępy, o tyle niektóre kwestie bohaterów potrafią znakomicie z tego klimatu wybić, zasilając karty książki niepotrzebną dozą zupełnie niepasujących do wspomnianej aury kolokwializmów. Bardzo często wypowiedzi brzmią po prostu infantylnie, co utrudnia czytanie i zupełnie wybija czytelnika z drobiazgowo wykreowanego przez autorkę świata. Same postaci bywają z kolei irytujące, pełne ambiwalentnych odczuć i chaotycznych działań. Przoduje tutaj główna bohaterka, która często niestety przypomina zagubioną w świecie, zbuntowaną nastolatkę, całkowicie oderwaną od otaczającej rzeczywistości. Momentami można odnieść wrażenie, że najchętniej wyrwałaby się z przeznaczonej dla niej książki, żeby wskoczyć do jakiegoś szalonego dziennika Bridget Jones, co może nie byłoby takie złe, gdyby nie cały magiczny świat, jaki mamy okazję podziwiać na pięciuset stronach powieści.

Na uwagę zasługuje natomiast przesłanie, które Krajewska wplotła pomiędzy miłosne historie i pełne smutku opowieści: nie każdy w ludzkim ciele jest twoim przyjacielem, a ten kto sieje postrach nie zawsze jest zbrodniarzem.

Idź i czekaj mrozów (2016)
kategoria: fantastyka / science fiction
wydawnictwo: Genius Creations
liczba stron: 520
ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Genius Creations.

Katarzyna Anita Piotrowska

Reklamy