Dwadzieścia siedem snów, Marta Alicja Trzeciak

Dwadzieścia-siedem-snów_FRONT_RGB_72dpi

Skudłaczona, głodna, dzika. Siedziała La na swoim drzewie i żyła życiem lasu”.

To Nowe to zapomniana przez ludzi wioska, spokojna i cicha. Gdzieś na uboczu przysiółka stoi dom, w którym mieszkają trzy pokolenia kobiet. Właśnie takie miejsce wydaje się idealnym atelier dla nowo przybyłej pisarki, która w beztroskiej ostoi szuka weny twórczej i pomysłu na nową powieść. Szara, gospodyni u której się zatrzymuje, sprawia wrażenie niezwykle ciepłej i opiekuńczej, a cała wioska jawi się dziewczynie jako idylliczne miejsce wolne od kłótni i niesnasek…

Tam, gdzie mieszka człowiek, muszą naturalnie być także i koty”.

Nowo przybyła spostrzega, że pomiędzy mieszkankami domu – młodą i odważną Laurą, wychowaną w tradycjonalistycznym porządku Szarą a matką Szarej – wciąż wybuchają spory, których przyczyną są niewyjaśnione zatargi z przeszłości. Pisarka odkrywa także wzgórze, na którym – niczym chatka z obrazów Łąckiego – stoi dom samotnej dziewczyny, mającej we wsi miano ladacznicy i puszczalskiej. Bohaterka zaczyna odkrywać powiązania pomiędzy tajemniczą kobietą a staruszką, u której się zatrzymała. Zaczyna także wierzyć w opowieści o duchu, który każdej nocy otwiera okno w jej wynajmowanym pokoju…

Zagląda przez ramię La, żeby zobaczyć, co wyrzeźbiła. Przygląda się figurce. Rozpoznaje siebie. Z garnkami w dłoniach”.

Jeden wielki sen – tym lapidarnym stwierdzeniem mogłabym opisać najnowszy utwór Marty Alicji Trzeciakowskiej. Świat wykreowany na kartach powieści to utopijny obraz wsi, a także oniryczna historia bohaterki mieszkającej na oddalonym od skupisk ludzkich wzgórzu. Baśniowe opisy łączą się tutaj z surową rzeczywistością, nie pozwalając czytelnikowi poznać, co jest prawdą, a co – złudzeniem. Dla mnie, jako dla odbiorcy, który sięga po konkretną historię, by poznać ją na wylot, ten sposób poprowadzenia fabuły był męczący. Same sny intrygowały na początku, z czasem jednak ich forma stała się uciążliwa i rozlazła. Miałam jednocześnie wrażenie, że sześć ostatnich zostało wepchniętych do książki na siłę, aby domknąć fabułę. Również główna bohaterka sprawiała wrażenie przede wszystkim zmęczonej, a jej niekontrolowane śnienie było zwieńczeniem niemal każdego spaceru czy wyprawy nad jezioro. Nie przemówił do mnie ukazany w książce obraz procesu twórczego, któremu towarzyszyło najwyraźniej więcej poobiednich drzemek niż samej pracy nad powieścią – a szkoda, bo styl autorki niezwykle przypadł mi do gustu i niejednokrotnie zaskoczył zgrabnym powiązaniem słów.

Główny problem przy czytaniu Dwudziestu siedmiu snów miałam z fabułą, która jest na tyle pogmatwana i rozciągnięta, że nie jestem do końca pewna, czy sama autorka wiedziała tak naprawdę, o czym chce opowiedzieć czytelnikowi. Na uwagę zasługuje natomiast świetnie skonstruowana postać Szarej i bardzo ciekawe przemyślenia, które Trzeciak przemyciła w książce. Chętnie przeczytałabym kolejne powieści autorki, przy czym mam nadzieję, że będą one osadzone w bardziej realistycznym i lepiej przemyślanym świecie.

Dwadzieścia siedem snów (2016)
kategoria: literatura współczesna
wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
liczba stron: 336
ocena: 7/10

Książkę udostępniło mi Wydawnictwo Kobiece, za co serdecznie dziękuję.

Katarzyna Anita Piotrowska

Reklamy