Grom i szkwał, Jacek Łukawski

IMG_96X36.jpg

„Cieszcie się i bądźcie dumni – pomyślał, spoglądając na południe, gdzie na szerokiej, rozpalonej słońcem wstędze rzeki zamajaczyły kadłuby okrętów – Wkrótce Carmennes znów zapłonie”.

Powracający zza Martwicy Arthorn marzy jedynie o ciepłym łożu i sycącym posiłku, wierząc, że w Carmennes odnajdzie błogi spokój. Dotarłszy do królestwa, orientuje się jednak, że oddany w zdradzieckie ręce dwór został zaatakowany przez Morrończyków, którym przewodzi opętany żądzą zemsty Auriss. Król nie żyje, a następczyni tronu – charakterna księżniczka Azure – przepadła bez wieści. Pożoga, chaos i obłęd, jakie zapanowały w Wondettel, ukazują wszystkie słabości korony: niedoświadczone w boju wojsko, pleniący się wśród szlachty marazm i karygodne braki w orężu. Zaniepokojony sytuacją Arthorn postanawia po raz ostatni oddać królestwu przysługę. Zamierza odeprzeć atak wroga i uniemożliwić mu zajęcie portu. Lecz Garhard ma dla niego ważniejsze zadanie.

„Uzmysłowił sobie, jak dawno nie odwiedzał swojej pracowni. Nie miał nawet czasu, by o tym pomyśleć, i teraz zatęsknił za jej ciszą i spokojem, a nader wszystko za wejściem, które zastawił regałem, i mrokiem korytarzy, do których prowadziło. Był głupcem, odwlekając ich dalszą eksplorację i tracąc czas na płytkie przechadzki. Teraz oddałby dużo, by móc ruszyć w ich głąb. Odkryć tajemnicę, która mogła się czaić tuż za rogiem kolejnego korytarza”.

Odesłany z powrotem ku Martwicy Arthorn ma jedno zadanie: odnaleźć księżniczkę. Drużynnik domyśla się, że Azure została porwana przez żądnych krwi Morrończyków. Postanawia ruszyć ich śladem, lecz jego samotna podróż kończy się z chwilą, gdy zostaje zaatakowany przez bandę zbirów. Kolejne, co pamięta to lot powietrznym statkiem – Górskim Ventusem – i tajemniczy człowiek o szarej, poważnej twarzy. Nie ma pojęcia, że to dopiero początek kłopotów, a zaginięcie księżniczki okaże się zaledwie kroplą w morzu nękających królestwo trosk. Kim są tajemniczy towarzysze, z którymi przyszło mu podróżować? Dokąd zmierza zagadkowy okręt? I czy na obcej, nieprzyjaznej ziemi spotka kogoś, kto będzie w stanie mu pomóc?

„Myślał, że twój miecz nas uratuje (…), ale jest już za późno”.

Sequele i wszelkiego rodzaju literackie kontinuum mają to do siebie, że niestety bardzo często okazują się niewypałami dryfującymi na fali fenomenu i popularności pierwszej książki. W przypadku Jacka Łukawskiego jest zupełnie odwrotnie. I choć debiutancka Krew i stal była naprawdę dobrą powieścią, mam wrażenie, że Grom i szkwał bije ją na głowę. Relacje bohaterów, intrygi, złożoność świata i zamieszkujących go ras – we wszystkim widać ogromny potencjał i skrupulatność autora, a sama fabuła zadziwia swoją dobrze przemyślaną wieloaspektowością, przynosząc czytelnikowi prawdziwą radość z czytania i odkrywania kolejnych, ukazujących się gradiam tajemnic. Błyskotliwe, niekiedy zabawne dialogi i wartka akcja sprawiają, że czas spędzony przy lekturze płynie naprawdę szybko. Nie brakuje także dualistycznych postaci, które na przemian wywołują niechęć lub sympatię. Sam świat książki wydaje się bardzo bogaty: mamy tu pomocne Dwargi, Gar Ael o szarawej skórze, poddające się woli człowieka smoki, wyrozumiałych zbirów i zdradzieckich kapłanów. Mam wrażenie, że autor miał ochotę zabawić się popularnymi konwencjami, nadając im zupełnie nowy kształt i trzeba przyznać, że wyszło mu to naprawdę wspaniale. Łukawski w wielkim stylu powrócił na literacką arenę i po raz kolejny udowodnił, że u boku Arthorna, Marcasa i Garharda po prostu nie może być nudno.

Grom i szkwał (2017)
Cykl: Kraina martwej ziemi (tom 2)
kategoria: fantastyka/ science fiction
wydawnictwo: Sine Qua Non
liczba stron: 400
ocena: 10/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non.

Katarzyna Anita Piotrowska

Reklamy