Pył Ziemi, Rafał Cichowski

zz.jpg

„Natura nigdy nie miała z nami szans. Być może zawiniły tysiące lat interpretowania niewytłumaczalnych praw rządzących wszechświatem, tak zwanych sił wyższych, bo każdy z nas do samego końca głęboko wierzył, że tam na górze, na niebie czy w parlamencie, jest ktoś, kto nie pozwoli, by wszystko umarło, rozpadło się, spękało pod naszymi stopami i skruszyło się w pył. Ktoś, kto w ostatniej chwili naciśnie magiczny przycisk i odwoła się od wyroku. Ale byliśmy tylko my. Miliardy osób, które uważały, że nie są w stanie nic zmienić, bo ich głos nie ma żadnego znaczenia. Zgodnym milczeniem zabiliśmy naszą planetę”.

Lilo i Rez nie pamiętają Ziemi. Znają jedynie opowieści o zniszczonej przez ludzi planecie, która po latach eksploatacji zemściła się, skazując cały nasz gatunek na pewną śmierć. Lilo i Rez to dzieci urodzone pośród gwiazd w bezkresnej przestrzeni ograniczonej do jedynego miejsca, w którym mógłby przetrwać człowiek – pokoleniowego statku Yggdrasil. Technologicznie zaawansowana struktura potrafi zapewnić mieszkańcom wszystko, czego potrzebują: tlen, wodę, pożywienie, a nawet muzykę odpowiednio dostosowaną do panującego nastroju. Siedemdziesiąt milionów osób dryfuje w przestrzeni kosmicznej w poszukiwaniu miejsca, które ponownie mogłoby nazwać domem. Lecz nieoczekiwana awaria sprawia, że misja mająca na celu ocalenie ludzkiego gatunku staje pod znakiem zapytania. Aby uratować statek, Lilo i Rez muszą wyruszyć w podróż i odnaleźć Bibliotekę Snów, w której zapisano ogół wspomnień ludzkości.
Po siedmiuset latach dwójka międzyplanetarnych wygnańców wraca na Ziemię.

„Czasem zdarza nam się zrobić coś dobrego”.

Podróż nie przebiega zgodnie z planem. Trwająca lata świetlne eskapada zasiewa między Lilo i Rezem obojętność i gorycz. Kiedy docierają na Ziemię, nie czują już dawnej więzi, pozwalając, by tlące się niegdyś uczucie przybrało kształt pozbawionego sentymentu partnerstwa. Lecz w tamtej chwili jest to najmniejsze z ich zmartwień.

Ponieważ Ziemia wcale nie umarła.

Pośród bujnej przyrody, która z powodzeniem ukryła wszelkie ślady dawnej cywilizacji, żywot dalej pędzą ludzie – twardzi i nieustępliwi potomkowie nieszczęśników, którzy zostali porzuceni na pastwę losu przez pobratymców, dla których znalazło się miejsce na Yggdrasil. Szczątki życia, które jedni zostawili w tyle, dla drugich stały się podwaliną nowego początku. Lecz i wśród prochów Ziemi ludzie ukazali swoje najmroczniejsze oblicza: chciwość, lubieżność czy żądzę władzy…

„Pamięć o przeszłości to jedyny przepis na nieśmiertelność”.

Ignorancja, krótkowzroczność, bezmyślna słabość do nowych technologii – Rafał Cichowski rozbiera ludzką naturę na części pierwsze, przyprawia to sporą dawką wyobraźni i podaje w przejrzystej formie, której ze świecą można by szukać pośród polskich powieści science-fiction. Styl autora Pyłu Ziemi oscyluje pomiędzy rzeczowymi proceduralnymi opisami na miarę Andy’ego Weira a niezwykle wciągającym stylem pisania, podobnym do tego, jakim operuje Taegillis w Wojnach Alchemicznych. Wartkie dialogi, wartościowe i przenikliwe przemyślenia oraz niepospolita fabuła czynią z Pyłu Ziemi powieść niezwykle obiecującą. Wydawać by się mogło, że w literackim świecie wizjonerskich rozwiązań oraz fantastyki nie da się już powiedzieć wiele więcej, jednak wachlarz pomysłów, którymi Cichowski operuje w książce jest wciąż nieszablonowy i oryginalny. Jako czułego na słowo czytelnika raziły mnie jedynie (momentami niepotrzebne, według mnie) przekleństwa, lecz zważywszy na charakter powieści, przymykam na nie oko. Pył Ziemi zawirował bowiem w mojej głowie, zostawiając pozytywne wspomnienie i apetyt na więcej tak śmiałych książek.

Pył Ziemi (2017)
kategoria: fantastyka/ science fiction
wydawnictwo: Sine Qua Non
liczba stron: 320
ocena: 9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non.

Katarzyna Anita Piotrowska

Reklamy